Anna Walentynowicz (z. d. Lubczyk) urodziła się 15 sierpnia 1929 roku w ubogiej polskiej rodzinie w Równem. 10 lat później, w 1939 spotkała ją życiowa katastrofa. Ojciec zginął w kampanii wrześniowej, na wieść o czym matka zmarła na zawał serca, zaś starszy brat został aresztowany przez wkraczających sowietów i zaginął bez wieści (na zawsze). Całkowicie osierocona, 10-letnia dziewczynka zostaje przyjęta do rodziny okolicznych posiadaczy ziemskich.

W powyższej, obowiązującej jeszcze kilka lat temu wersji początku życiorysu AW prawdziwe jest tylko miejsce i data urodzenia (zauważmy – data miesięczna to Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, rocznica Cudu nad Wisłą a obecnie Święto Wojska Polskiego. I jeszcze w wigilię jej urodzin w 1980 roku wybuchł strajk w gdańskiej stoczni) oraz druga część ostatniego zdania.

W rzeczywistości rodzice Anny, Pryska i Nazar Lubczykowie byli Ukraińcami wyznania baptystycznego. W 1937 roku zmarła jej matka. Po trzech latach ojciec ożenił się ponownie z Marią Ozarczuk. Zależnie od relacji najwcześniej w 1938, najpóźniej w 1941 roku, z powodu biedy, Anna została oddana na służbę do ziemiańskiej rodziny Teleśnickich. Ci, wraz z Anną, w 1943 roku, w obawie przed rozpoczętą w lutym wyjeżdżają do Generalnej Guberni. Mówią dziewczynce, że cała jej rodzina została wymordowana w pacyfikacji wsi przez Niemców; w rzeczywistości ofiarą pacyfikacji padła sąsiednia wieś.

 

Zatrzymali się u krewnych w Malcowiźnie na Mazowszu, potem przenieśli pod Gdańsk, gdzie już po wojnie objęli duże gospodarstwo rolne. Anna pracowała od świtu do głębokich godzin nocnych, toteż za dnia zdarzało się jej często przy pracy usnąć, co kończyło się małą katastrofą w postaci przewrócenia wiadra z mlekiem podczas dojenia albo rozbicia butli ze śmietaną. Za każde takie przewinienie był bezlitośnie bita. Szczególnie okrutnie została zbita przez „pana” i „panicza” Konstantego, kiedy znalazła pudełko z kosztownościami po niemieckich właścicielach i próbowała ukryć broszkę – za to pobicie obaj Teleśniccy spędzili 15 dni w areszcie. Wiadomo też o próbie Anny wypicia sody kaustycznej z zamiarem samobójczym, którą udaremnił młodszy z „paniczów”. Ostatecznie 17-letnia teraz Anna ucieka do Gdańska.

Anna nigdy nie ujawniła informacji o swoim ukraińskim pochodzeniu. Syn i wnuk dowiedzieli się o nim podczas wizyty u rodziny na Ukrainie w 2013 roku, przy okazji zdjęć do filmu Anna Walentynowicz. Skąd przychodzimy, kim jesteśmy dokąd zmierzamy Jerzego Zalewskiego.

 

Gdańsk

Anna w Gdańsku ima się dorywczych prac, sprząta, pierze, pracuje w piekarni (nareszcie może się najeść). Potem znajduje stała pracę z mieszkaniem u państwa Gładkowskich jako opiekunka ich dziecka. Rodzina ta, przeprowadzając się do Torunia w 1947 roku, zostawia jej małe mieszanko w suterynie. Anna zatrudnia się fabryce margaryny. Taki los, w porównaniu z udręką kilkuletniej służby wydaje się jej rajem. Może czasem pójść do kina, a nawet kupić sobie szafę z lustrem. Może, jak w dzieciństwie, znów chodzić do kościoła, bo przez kilka lat nie pozwalała jej na to nieprzerwana służba. Może też marzyć, czemu sprzyja wielka kampania propagandowa komunistycznej władzy, zachęcająca młodzież do włączenia się w budowanie nowej, ludowej ojczyzny, w rozwój jej przemysłu. Do dziewczyny z zapadłej kresowej wsi szczególnie przemawia wątek równouprawnienia płci i możliwości podejmowania przez kobiety tradycyjnie męskich zawodów. Pełną parą rusza w Stoczni Gdańskiej produkcja statków, które będą „sławić imię Polski po morzach i oceanach”. Anna zgłasza się tam do pracy i zgodnie z równouprawnieniowym trendem podejmuje kurs spawacza. Kurs kończy 15 takich dziewcząt, które potem utworzą żeńską brygadę imienia, oczywiście, Róży Luksemburg. W 1966 roku, zmuszona do porzucenia tego zawodu z powodu ciężkiej choroby, Anna będzie już ostatnim spawaczem-kobietą w Stoczni. Wtedy jednak, dopełniając przemiany opowieści z naturalistycznej (niedole służącej/parobka) w socrealistyczną Anna spawa jak szalona, wyrabia 270% normy. Jako przodownik pracy trafia na plakat wiszący przed Stocznią, jej zdjęcia zamieszczają gazety. Czy można się dziwić, że wyniesiona przez nowy ustrój (ma o nim raczej słabe pojęcie, wszak po 4 klasach podstawówki uniemożliwiono jej naukę, a potem już tylko pracowała) do raju, wstępuje do ZMP – zresztą jak prawie 80% młodzieżowej załogi Stoczni. Tak jak wszystkie, i to zadanie wykonuje solennie, toteż zostaje wytypowana do wyjazdu na festiwal młodzieży w Berlinie. Tutaj doznaje szoku – widzi, jak całą organizację brutalnie kontroluje UB, na festiwalu zwłaszcza w obawie przed ucieczkami do Berlina Zachodniego. Po powrocie oddaje legitymację ZMP oraz białe skarpetki, granatową spódnicę i białą bluzkę, w które zaopatrzono ją na wyjazd do Berlina.

Niedługo później 22-letnia już Anna przeżywa romans z kolegą z pracy, zachodzi w ciążę. Ojciec dziecka nie spełnia obietnicy poślubienia jej, okazuje się uwodzicielem i pijakiem. Mimo to Anna zamierza urodzić dziecko, umocniona w tym postanowieniu przez księdza i przez… Lubow Orłową, która w filmie „Grzesznicy bez winy” gra kobietę w podobnej sytuacji życiowej. We wrześniu 1952 roku na świat przychodzi syn, Janusz. Anna nie zgodzi się na nadanie mu nazwiska ojca. Zignoruje też jego fałszywą skruchę po niewczasie, podejrzewając go o interesowność – wszak z potrójną pensją przodownicy pracy Anna jest całkiem dobrą partią. Życie samotnej matki z dzieckiem utrudnia utrata mieszkania przez machinacje rodziny, którą Anna przyjęła z litości do siebie. Anna pisze dramatyczny list do premiera Cyrankiewicza w sprawie mieszkania i po pewnym czasie otrzymuje je – będzie tam mieszkać do końca życia. Opieka nad samotną matką to jeden ze sztandarowych wyróżników nowego ustroju. Anna zaznawszy pomocy ze strony Ligi Kobiet, staje się aktywistką tej organizacji. Jej pasja i wrażliwość na krzywdę i niesprawiedliwość szybko rozsadza ramy tej fasadowej organizacji, posuwa się do krytykowania decyzji kierownictwa zakładu i organizacji partyjnej. Przedstawiciele Systemu instynktownie wyczuwają, że pojawił się ktoś dla Systemu niebezpieczny. Następują pierwsze nękania przez UB, wezwania na „rozmowy”, a w roku 1953, w apogeum stalinizmu, zainteresowanie Urzędu nie wróży nic dobrego. „Co zrobić z dzieckiem, gdybyś nie wróciła?”, pytają przyjaciele. Na szczęście na razie to zainteresowanie przerodzi się w łagodniejszą formę nagabywania o wstąpienie do Partii – Anna motywuje odmowę swoją religijnością.

W 1962 roku 33-letnia Anna, szukając stabilizacji, poślubia kolegę z pracy, Kazimierza Walentynowicza. „Wyszłam za niego z rozsądku, miłość przyszła później”, mówi ona sama. I dalej, „mówili o nas: ona biegała, a on chodził”. Charakterystyczne, że kiedy małżeństwo zdołało odłożyć pieniądze na motocykl, to Bohaterka woziła nim męża i syna. Kazimierz daje nazwisko Januszowi i z powodzeniem zastępuje mu ojca. We wspomnieniach Janusza okres związku mamy z Kazimierzem jawi się jako niezwykle szczęśliwy.

W 1966, z powodu wykrycia u Anny początków raka w następstwie szkodliwości pracy, przenosi się na stanowisko suwnicowej. Nie ustaje w aktywności związkowej. W 1968, po ujawnieniu przez nią defraudacji pieniędzy z funduszu zapomogowego podjęto pierwszą, nieudaną próbę wyrzucenia jej z pracy. W obronie koleżanki stanęła solidarnie cała załoga wydziału W-3, podpisując list protestacyjny do dyrekcji. Niektóre zderzenia Anny z Systemem miały wymiar groteskowy. Dziennie pracy dla suwnicowej starczało na 4 godziny, a ona chciała pożytecznie wykorzystać pozostający czas, najpierw więc wpadła na pomysł, aby bezpośrednio na wydział przywozić mleko, tak by jego pracownicy nie musieli po nie stać w kilometrowej kolejce ogólnozakładowej, potem przywoziła na wydział także zupę. Zabroniono jej tego, uznając, że z jakichś ciemnych powodów próbuje się w ten sposób wkraść w łaski robotników. Potem skopała pas ziemi między halą a chodnikiem i zasadziła na nim kwiaty. Gdy zakwitły, kierownik wydziału wpadł w panikę – uznał, Anna „swoją działalnością w sposób bezczelny ujawnia złą organizację pracy”. Kwiaty zostały rozjechane przez wózki towarowe.

Rok 1970 to, jak się okaże, dokładnie połowa życia Anny. To oczywiście jedno z lat kluczowych dla robotników Wybrzeża i całej Polski. Anna jest wtedy, w grudniu, jednym z tysięcy pracowników Stoczni im. Lenina, jak oni strajkuje (przygotowuje posiłki dla kolegów) i uczestniczy w demonstracjach ulicznych. Ale w jednej sytuacji już wtedy wkroczyła do Historii. 16 grudnia o świcie Stocznię obstawiły czołgi, na które natknęli się przybyli do pracy stoczniowcy. Jednym z czołgistów okazał się syn kolegi Anny. Odwołał ojca na bok z prośbą, by przyniósł mu z domu ciepłą bieliznę i jakieś jedzenie. Ten spełnił prośbę. Po powrocie zrelacjonował Annie opowieść syna. Stacjonujący w Wejherowie czołgiści sądzili, że mają do czynienia z kolejnym próbnym alarmem, dlatego też wsiedli do czołgów „jak stali”, nie przywdziewając ciepłej bielizny, nie zostali także zaopatrzeni w jedzenie. Oburzająca dla stoczniowców była przekazana czołgistom w rozkazie wiadomość, że „stocznię opanowali Niemcy”. Nie wiele myśląc Anna przejęła megafon od jednego z organizatorów strajku i z bramy przemówiła do czołgistów. Apelowała, by nie wierzyli, że stocznię opanowali Niemcy. Opanowali ją robotnicy strajkujący o poprawę warunków pracy, także dla nich, jako dla przyszłych pracowników. Jej przemowę usłyszał wizytujący oddział czołgowy wiceminister spraw wewnętrznych, Franciszek Szlachcic. Tak się rozsierdził, że spytał dowódcę oddziału, czy nie mają w składzie strzelców wyborowych, żeby zastrzelić „tę babę”. Nie były to czcze pogróżki – tego dnia po południu wojsko otworzyło ogień do robotników wychodzących ze stoczni, zabijając dwóch i jedenastu raniąc. Z okien stoczniowego szpitala wywieszono białe prześcieradła , na których krwią zamordowanych nakreślono czerwone krzyże…

Anna została wybrana jako delegatka załogi na spotkanie z Edwardem Gierkiem 20 stycznia roku następnego. Na tym spotkaniu Szlachcic również odegrał niebagatelną rolę. Po pełnej skromności i deklaracji o służebnej roli wobec Polski i klasy robotniczej przemowie Gierka, Szlachcic (za 3 dni zostanie już ministrem SW) wygłosił ekspiację za użycie przemocy wobec strajkujących i śmiertelne ofiary i na koniec… rozpłakał się. Zdaniem Anny, właśnie ten płacz przesądził o tym, że na gierkowskie pytanie: „pomożecie?” gdańscy stoczniowcy odpowiedzieli „pomożemy”, a nie, jak parę dni wcześniej stoczniowcy szczecińscy: „zobaczymy”.

W 1972 na raka płuc, również w efekcie szkodliwych warunków pracy, umiera jej mąż, Kazimierz. Janusz wspomina, że Bohaterka po owdowieniu, jakby powstał w niej wolny zasób miłości, w jeszcze większym stopniu zaczęła pomagać bliźnim znajdującym się w trudnej sytuacji.

Po wydarzeniach Czerwca 76 i powstaniu Komitetu Obrony Robotników, w 1978 roku powstają Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Anna przyłącza się do nich w czerwcu tego roku.

Wkrótce mieszkanie Anny staje się miejscem spotkań wolnych związkowców, wykładów (prowadzonych głównie przez specjalistę prawa pracy z Uniwersytetu Gdańskiego, Lecha Kaczyńskiego), miejscem noclegu dla gości z warszawskiego KOR-u, bywa też redakcją podziemnego pisma „Robotnik Wybrzeża”, którego ona jest redaktorem i autorem. Poza stała inwigilacją SB, powtarzają się rewizje w mieszkaniu i zatrzymania na 48 godzin. Dobrym wskaźnikiem wpływu WZZW na mieszkańców Trójmiasta jest rosnąca liczba manifestantów składających kwiaty pod główną bramą Stoczni w kolejne rocznice Grudnia 70 – od kilkunastu osób w roku 1977, poprzez kilkadziesiąt w 78 i kilkaset 1979.

Wielkim wstrząsem dla środowiska jest zamordowanie w styczniu 1980 roku młodego robotnika, Tadeusza Szczepańskiego, który miesiąc wcześniej zgłosił akces do WZZ (współorganizował grudniową manifestację pod Stocznią 1979), wprowadzony zresztą przez Lecha Wałęsę. Szczepański w styczniu zaginął, zaś po 2 miesiącach wyłowiono jego ciało z Motławy z obciętymi stopami. W pseudośledztwie ustalono, że po utopił się po pijanemu, a stopy ucięła mu śruba statku, choć w owym styczniu Motława była skuta lodem… Publiczne apele Anny i innych członków WZZ o prawdę o tej śmierci mogły mieć wtedy wymiar jedynie symboliczny. Jednakże po 1989 r. Lech Wałęsa, już jako prezydent, mimo próśb rodziców ofiary, nie spowodował ponownego zbadania sprawy.

Działalność w WZZW była powodem wyrzucenia Anny z pracy 8 sierpnia 1980 roku (na sześć miesięcy przed upływem wieku emerytalnego). 14 sierpnia pracownicy Stoczni im. Lenina ogłosili strajk okupacyjny z żądaniem przywrócenia jej do pracy, podwyżki płac i podjęcia budowy pomnika stoczniowców poległych w Grudniu 1970 roku. Strajk zorganizowali członkowie WZZW, trudno do dziś orzec, kto bezpośrednio podjął decyzję, wiadomo, że głównym organizatorem i osobą wydającą dyspozycje był Bogdan Borusewicz. Do zainicjowania strajku wyznaczony był Lech Wałęsa, który jednak nie zjawił się rano na terenie Stoczni, toteż sygnał do strajku wydał zapomniany dziś Piotr Maliszewski (o pamięć o nim dopomina się Anna we wszelkich wypowiedziach o strajku). W tym czasie Wałęsa przebywał zapewne w dowództwie Marynarki Wojennej skąd motorówką został przywieziony na strajk, by objąć jego przywództwo. Strajk solidarnościowy ze Stocznią podejmuje wiele innych zakładów pracy Wybrzeża, a potem całej Polski. Po dwóch dniach negocjacji, 16 sierpnia, dyrektor Stoczni podpisuje porozumienie z Komitetem Strajkowym, zobowiązując się do spełnienia postulatów. Lech Wałęsa ogłasza sukces i proklamuje zakończenie strajku. Strajkujący zaczynają opuszczać Stocznię. Decyzja Wałęsy wywołuje oburzenie grupy osób pod przywództwem Anny (która jest przecież beneficjentem podpisanego porozumienia), jako zdrada innych strajkujących zakładów, narażenie ich na pacyfikację. To chwila jej osobistej ingerencji w losy Polski, Europy i świata, bo gdyby sierpniowy strajk przerwano 16 sierpnia, losy te potoczyłyby się zapewne inaczej. Anna, Alina Pieńkowska i kilka innych osób próbują zatrzymać wychodzących stoczniowców, w końcu jej przemowa przez megafon powstrzymuje falę dezercji. Lech Wałęsa w międzyczasie znikł. Gdy się odnalazł, dwukrotnie odmówił proklamacji wznowienia strajku. Strajk mógłby być kontynuowany pod wodzą Bohaterki, jednakże stoczniowcy poufnie poinformowali Borusewicza, że nie są w stanie zaakceptować przywództwa „baby”. W końcu Borusewicz z pomocą kilku stoczniowców stawiają na wózku Wałęsę (nie całkiem trzeźwego) i dyktują mu ogłoszenie podjęcia strajku solidarnościowego z innymi strajkującymi zakładami. Przez całą noc trwa praca nad sformułowaniem słynnych 21 postulatów strajkowych.

Anna była ambasadorem strajkujących w pierwszych kontaktach z przedstawicielami Kościoła. Gdy w niedzielę, nazajutrz po wznowieniu strajku, udała się do Gdańskiej kurii w celu zapewnienia strajkującym gwarancji bezpieczeństwa, jaką miało być w ich mniemaniu poinformowanie o sytuacji w Stoczni papieża Jana Pawła II, stoczniowcy zostali potraktowani przez biskupa Lecha Kaczmarka nieledwie jak podpalacze Polski. Kompletnie załamana wierna pokazała biskupowi właśnie powstałe 21 postulatów strajkowych, które biskup odebrał ze zrozumieniem, jako upomnienie się o niezbywalne ludzkie prawa, i ku jej wielkiej uldze groźba potępienia strajku przez Kościół została oddalona. Stoczniowi delegaci wywalczyli też zorganizowanie mszy dla strajkujących w niedzielę 17 sierpnia.

Czas posierpniowy dominuje seria konfliktów Anny z Lechem Wałęsą, jak deklarowała w wielu wypowiedziach, najtrudniejszy epizod w jej niełatwym przecież życiu epizodem. Pierwszy konflikt już we wrześniu wiązał się z jej poparciem, w opozycji zarówno do Wałęsy, jak i zwalczającego go Kuronia, dla koncepcji jednego związku ogólnokrajowego. Mimo zwycięstwa tej koncepcji, nie została, za sprawą Wałęsy, włączona do delegacji, która złożyła w sądzie w Warszawie wniosek o rejestrację i statut „Solidarności”. Anna nie była jedyną osobą sceptyczną wobec przywództwa Wałęsy w Związku – ze względu na podejrzenia o przeszłą współpracę z SB (czyż Edward Gierek nie mówi we wspomnieniach, że zapewniano go, iż „sytuacja w Stoczni jest pod kontrolą, bo Wałęsa to nasz człowiek”?) oraz skłonność do autokracji i intryg. Sprzyjała więc działaniom na rzecz odsunięcia go od władzy, których motorem był Jacek Kuroń. Najważniejszym jednak powodem zwalczania Anny przez „Bolka” była zwykła zazdrość o sławę. Walentynowicz odkryła w sobie zdolności trybuna ludowego, który celnymi i lapidarnymi diagnozami sytuacji (odwołującymi się przede wszystkim do patologii samego systemu komunistycznego i zbrodniczej roli służb specjalnych) oraz niezawodnym instynktem moralnym i jasną wizją interesu społecznego potrafi porwać za sobą słuchaczy. Była także niezwykle popularna zagranicą jako „ikona Solidarności” i polska „La Passionaria”, czy „Joanna d’Arc”, często zapraszana i nagradzana różnymi odznaczeniami. Anna Walentynowicz walczyła też zagorzale o realizację 21 postulatu sierpniowego – uwolnienie wszystkich więźniów politycznych, a więc m. in. braci Kowalczyków i uwięzionego w 1981 roku Leszka Moczulskiego – oraz o wyjaśnienie niedawnych komunistycznych zbrodni – m. in. bestialskiego zabójstwa Tadeusza Szczepańskiego w styczniu 1980. Jej objazdy po Polsce z wiecami i wyjazdy zagraniczne podważały obraz Wałęsy jako absolutnego lidera, toteż starał się on wszelkimi sposobami torpedować działalność Bohaterki. Ważnym epizodem była walka Walentynowicz o Pomnik Poległych Stoczniowców – Wałęsa zgodził się na propozycję władzy, by nazwać go Pomnikiem Pojednania, a na piedestale umieścić także nazwiska poległych milicjantów. Bohaterka skutecznie przeciwstawiła się temu metodą wiecową, jednak w efekcie nie została zaproszona na samą uroczystość. Jej nieobecność na uroczystości odsłonięcia Pomnika Poległych Stoczniowców (bez nazwisk milicjantów na piedestale) wzbudziła zdumienie opinii publicznej w Polsce i zagranicą. Symptomatyczna była także wizyta delegacji Solidarności w Watykanie 15 stycznia 1981 roku (udziałowi w niej Anny Wałęsa bezskutecznie starał się zapobiec; dziś wiemy, że Florian Wiśniewski, TW ulokowany w MKZ, starał się wpłynąć na nie wydanie jej paszportu), podczas której doszło do histerycznej reakcji Wałęsy na względy, jaką obdarzył Bohaterkę Jan Paweł II, że aż sam Papież musiał przywołać go do porządku.

Jak sama wspomina: „Wałęsa powtarzał: ‘Ja panią zniszczę, bo ja mam teraz taką możliwość’. I po wydarzeniach bydgoskich zarzucono mi, że niegodnie reprezentuję Związek, bo powiedziałam, że powinien był być strajk generalny, skoro była zapowiedź – jeśli nie mieliście zamiaru użyć tej broni, to nie wolno było jej wyciągać. To miało być niegodne. No i wyeliminowano mnie, pozbawiono mnie mandatu, przestałam należeć do Solidarności. I jak gdyby mało było tej mojej śmierci politycznej, chcieli spowodować moją śmierć fizyczną. W październiku 81’ roku zaproszono mnie do Radomia. Dwóch oficerów SB – Karewicz i Grudniewski przyjechali z Warszawy do Radomia, przygotowali tajnych współpracowników, jakie mają zadawać pytania na spotkaniu z mną, żebym się zdenerwowała, po czym działaczka Solidarności – Ewa Soból ps. ‘Karol’ miała podać mi napój z potężną dawką Furosemidu, który przygotował komendant milicji Szczepanek, no i ja dostaje zawału serca. Taki był plan. Starsza kobieta zdenerwowała się no i dostaje zawału, a organizm wydala Furosemid i nie ma śladu.” Sprawę zamachu ukazuje Krzysztof Wojciechowski w filmie Rycerz Anna. Film nie został wyemitowany w TV za sprawą red. Anity Gargas, która powołała się na „niestosowność” udziału w nim prokuratora Andrzeja Witkowskiego.

 

13 grudnia 1981 roku Anna cudem uniknęła internowania i uczestniczyła w strajku w Stoczni Gdańskiej, dwukrotnie ponawianym i rozbijanym przez wojsko i ZOMO, będąc jedną z jego nieformalnych przywódców. Jej strategia użycia stoczniowej straży pożarnej do obrony bramy zakładu będzie później jednym z głównych zarzutów procesu sądowego. Internowana 18 grudnia 1981 r. w Gołdapi jest z Aliną Pieńkowską przywódczynią samoorganizacji więźniarek i ich akcji patriotycznych. Staje się też przedmiotem perfidnej „gry operacyjnej” SB polegającej na podrzuceniu dowodów przeszłej współpracy Wałęsy z SB. Mimo ostrego antagonizmu z „Bolkiem”, bohaterka po prostu niszczy te dokumenty, choć ich autentyczność nie ulega wątpliwości. Zwolniono Ją, jak wszystkie internowane kobiety, 24 lipca 1982 r., ale już 30 sierpnia została aresztowana ponownie, pod zarzutem kierowania strajkiem w grudniu 81. W łańcuchu represji znalazło się miejsce na sowiecką metodę psychiatryczną. Wprawdzie psychiatra więzienny orzekł, że jest osobą normalną, ale zlecił dalszą obserwację. Ta odbyła w szpitalu MSW na Rakowieckiej w warunkach tragicznych – w celi z kobietą oskarżoną o zabójstwo, „brud ziąb, niewielkie racje żywnościowe, konfliktowa i sadystyczna obsługa medyczna, bicie i jęki pacjentów.”. W głośnym w kraju i na świecie procesie (pojawił się na nim i Wałęsa), dostaje wyrok w zawieszeniu i wychodzi z więzienia 30 marca 1983 r. na kilka miesięcy wolności. Po raz trzeci aresztowano Ją 4 grudnia 1983 roku. Powodem była podjęta wraz z Kazimierzem Świtoniem próba wmontowania przy Kopalni “Wujek” ufundowanej przez nią z prywatnych pieniędzy tablicy upamiętniającej śmierć górników w grudniu 1981 roku. Bohaterkę zwolniono 6 kwietnia 1984 z powodu choroby. (Uroczystości wmurowania tej tablicy w 1989 roku, na którą jej nie zaproszono, przewodniczył Bogdan Borusewicz; bezsilne oburzenie Anny, oglądającej w telewizji gen. Jaruzelskiego składającego kwiaty pod tablicą). Prześladowania dotykają także jej syna, Janusza, wówczas pracownika Portu Północnego, który zostaje kilkakrotnie aresztowany.

Anna swoje działania coraz mocniej wiąże z Kościołem, łącząc w tych czasach beznadziei wymiar polityczny zbiorowej walki z wymiarem eschatologicznym. Przyjaźni się z ks. Jerzym Popiełuszką. Po jego zamordowaniu zwraca demonstracyjnie wszystkie odznaczenia, które uzyskała w PRL ( miała ich niemało, za wybitne osiągnięcia w pracy otrzymała dwukrotnie brązowy krzyż zasługi – 1953 i 57, oraz srebrny w 1961 i złoty 1966). Potem, na początku 1985 roku organizuje w Kościele w Krakowie-Bieżanowie głodówkę w proteście przeciwko tej i innym zbrodniom stanu wojennego oraz kolejnym aresztowaniom (Gwiazdy, Michnika, Frasyniuka i Lisa). Ta bezprecedensowa akcja trwała od lutego do sierpnia (194 dni). W głodówce rozpoczętej przez 8 osób uczestniczy ostatecznie (na zasadzie rotacyjnej) 371, a głodujących odwiedzają setki sympatyków.

W drugiej połowie lat 80-tych, w klimacie sowieckiej pierestrojki, zarysowuje się perspektywa kompromisu z władzą, do którego zmierza Wałęsa i liderzy wywodzący się z KOR (słynne: „przesłuchania zmieniły się w pewnym momencie w negocjacje polityczne” Lityńskiego). Oczywiście Bohaterka jest po stronie przeciwników tej koncepcji – jak m. in. jej przyjaciele jeszcze z WZZ, małżeństwo Gwiazdów, jak Solidarność Walcząca i wiele innych organizacji. Annie nadal nie szczędzi się policyjnych szykan, ich ofiarą pada też Janusz, pobity na izbie wytrzeźwień, gdzie przewieziono go bez powodu, a potem skazany na 15 miesięcy więzienia. A jednocześnie Bohaterka, razem z innymi przedstawicielami radykalnej wobec władz postawy, staje się przedmiotem zmasowanego ataku propagandowego mediów reżimowych i większości opozycyjnych pospołu. Stosowana wobec nich etykietka „wichrzycieli” nie przeszkadza kręgowi Anny i Gwiazdów podjąć działań o charakterze bardziej organicznym, skierowanym na przyszłość. W 1988 roku organizują pierwsze sympozjum z cyklu „W trosce o dom ojczysty”, mające za zadanie rzetelną analizę sytuacji dziedzinach edukacji, ochrony zdrowia, rolnictwa, ekologii itp. Pomimo bojkotu ze strony opozycyjnych autorytetów naukowych, dających posłuch czarnej propagandzie wobec tego środowiska, sympozjum jest sukcesem merytorycznym znajdującym rezonans w całym kraju. Kilkakrotnie podejmowano próby zwołania Komisji Krajowej „S” w składzie wybranym na I Zjeździe w 1981 roku, aby zapobiec „kradzieży” szyldu związku w przypadku dogadania się ugodowej części opozycji z komunistami, który to scenariusz rzeczywiście ziścił się po Okrągłym Stole.

Okrągły Stół Bohaterka postrzega jako narodową zdradę; propaguje bojkot wyborów do sejmu „kontraktowego” 4 czerwca 1989 roku. III Rzeczpospolita skażona jest dla niej po pierwsze grzechem ugody z wrogiem i w konsekwencji dopuszczenia do władzy agentów komunistycznej bezpieki (na czele z Wałęsą) i postkomunistów, po drugie grzechem zaparcia się przez byłych opozycjonistów ideałów na rzecz dążenia do wzbogacenia się. Upadku dopełniła gangsterska reforma ekonomiczna prowadząca do powszechnej pauperyzacji, zniszczenia przemysłu i wyprzedaży majątku narodowego. Trwa medialna marginalizacja przez portretowanie Anny jako fanatycznej dziwaczki, a potem kompletne przemilczanie jej osoby i roli historycznej. Chwilowy rozgłos zdobywa jej list otwarty „17 pytań do Lecha Wałęsy” ogłoszony przed I turą wyborów prezydenckich 1995 roku, w którym pyta m. in. o jego współpracę z SB, defraudację związkowych pieniędzy i okoliczności przybycia do Stoczni w sierpniu 1980 r. Sztab wyborczy Wałęsy zgłasza do sądu sprawę o zniesławienie, która jednak nie znajdzie kontynuacji. Anna działa w tym czasie także m. in. na rzecz postawienia pomnika ks. Jerzego Popiełuszki w rodzinnej Suchowoli. Na przekór polityce „grubej kreski” chce dochodzić przed sądem swoich krzywd ze strony prześladujących ją w PRL-u esbeków, lecz ich przewiny sąd uznaje za zbyt błahe, by nie uległy przedawnieniu. Wraca na kilka miesięcy do pracy w Stoczni, jednak otrzymana później emerytura nie starcza na godne życie. Walka o jej rewaloryzację – 10 kolejnych rozpraw sądowych – nie przynosi powodzenia. Marginalizacji, już nie tylko politycznej (nie jest na przykład zapraszana na kolejne obchody rocznic Sierpnia 80 i Grudnia 81), ale po prostu życiowej bohaterki walki o wolność, towarzyszy stopniowy upadek kolebki tej walki – Stoczni Gdańskiej. Kolejnym symbolicznym gestem pogardy dla posolidarnościowych elit III RP będzie jej odmowa przyjęcia tytułu Honorowego Obywatela Miasta Gdańska w 2000 roku.

Na początku lat 90-tych ukraińska rodzina Anny wszczyna jej poszukiwanie, w czym wspiera historyk z Tarnopola nazwiskiem Hasaj. Z relacji rodziny wynika, że najpierw odnalazł on Konstantego Teleśnickiego, który jednak zaprzeczył, by wiedział cokolwiek o losie Anny Lubczyk. Hasaj dotarł do niej w końcu po półtorarocznym poszukiwaniu. To chwila niezwykła: Anna dowiaduje się, że jej rodzina, uważana przez ponad 50 lat za wymordowaną, żyje! Potem wielokrotnie ich odwiedzi, będzie tez gościć w Gdańsku siostrę Olgę i kuzyna Mykołę.

W życiu publicznym dopiero w nowym tysiącleciu zaczyna się stopniowy powrót Bohaterki z orwellowskiego niebytu w III RP. W 2003 roku przyjmuje zaproszenie na konferencje IPN n/t Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. W tym samym roku, przed referendum akcesyjnym, współorganizuje pod hasłem „W trosce o dom ojczysty” sympozjum na temat Unii Europejskiej, z udziałem m. in. Jarosława Kaczyńskiego, Stanisława Michalkiewicza i Jacka Bartyzela, którzy przedstawiają niebezpieczeństwa akcesji. W 2005 roku Amerykańska Fundacja Pamięci Ofiar Komunizmu przyznaje jej Medal Wolności Trumana-Reagana. Przekazuje go jako wotum do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Po objęciu prezydentury przez Lech Kaczyńskiego Anna zaczyna odzyskiwać należną jej pozycję publiczną. 3 maja 2006 r. Prezydent odznaczył ją Orderem Orła Białego. W międzyczasie z jej udziałem aktywizują się środowiska Wolnych Związków Zawodowych w PRL, dochodzi do ich spotkania w Katowicach, gdzie o swojej samotnej walce ma okazję przypomnieć Kazimierz Świtoń, a potem podczas zorganizowanych przez nią w Sejmie niezależnych obchodów 25. rocznicy Sierpnia 80. To ostatnie spotkanie, pełne dramatycznych rozliczeń z historią „Solidarności”, z niezapomnianym wystąpieniem Bohaterki w imieniu zepchniętych na margines historii bohaterów WZZZ i Sierpnia 80, zostało zarejestrowane w filmie Słowa prawdy Jerzego Zalewskiego. W 2005 roku cierpi także na poważne problemy z kręgosłupem i zostaje poddana operacji.

Elementem renesansu Anny w tym czasie mógł być powstały w 2006 roku film Volkera Schlöndorffa Strajk. Jednak trzeba stanowczo stwierdzić, że nie jest ona osobą, której losy przedstawia ten film, mimo deklaracji, że scenarzyści inspirowali się właśnie jej postacią i życiem. Miała nawet tak samo się nazywać, przeciwko czemu jednak Anna stanowczo zaprotestowała i ostatecznie bohaterka filmu nazywa się Agnieszka Kowalska-Walczak. Tę postać przedstawiono jako analfabetkę, dewotkę jak z antyreligijnych karykatur (oczywiście religia i modlitwa ma dla Anny ogromne znaczenie, jednak ma to głęboki wymiar duchowy, zupełnie nieuchwytny dla twórców filmu Strajk), płasko i zdawkowo ukazano także jej w rzeczywistości piękny i głęboki związek z Kazimierzem Walentynowiczem. Zapewne w poszukiwaniu powierzchownie (po hollywoodzku?) pojmowanego dramatyzmu – jak by nie dość go było w rzeczywistej historii – z syna Janusza zrobiono ZOMO-wca stającego rozmyślnie po przeciwnej niż matka stronie barykady. Również obraz strajkujących stoczniowców jest płaski i prymitywny (np. bohaterka, przygotowując dla nich zupę, dolewa do niej wódki – sic!). Na powstanie wartościowego filmu fabularnego o losach Anny Walentynowicz musimy jeszcze poczekać.

Bohaterka zostaje pełnomocnikiem Prezydenta do opieki nad miejscami związanymi z historyczną obecnością Polaków na Wschodzie. M. in przewodniczy delegacji do Taszkientu upamiętniającej polskie dzieci-tułaczy ocalone przez Armię Andersa. Organizuje kolejne sympozja z cyklu „W trosce o dom ojczysty” – np. w Belwederze poświęcone pamięci Józefa Piłsudskiego, także w na krakowskich Oleandrach w Muzeum Czynu Niepodległościowego i w Sejmie. Nadal walczy o pamięć bohaterów walki z reżimem komunistycznym, starając się o umieszczenie przy Stoczni gdańskiej tablicy upamiętniającej zamach braci Kowalczyków na Aulę WSP w Opolu w 1971 roku, który miał być odwetem z Grudzień 1970.

Kontynuacją tej działalności miała być wizyta w Katyniu, w celu oddania hołdu ofiarom dokonanej tam w 1940 roku zbrodni na polskich oficerach. 10 kwietnia 2010 roku Anna Walentynowicz wsiadła na pokład samolotu prezydenckiego lecącego do Smoleńska.