Anna Walentynowicz

Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy
Jan Pietrzak w „Pani Cogito. Pieśń O Annie Walentynowicz” (sł. Wojciech Wencel) śpiewa: „Może wcale cię nie było na tym świecie, może jesteś wymyślona przez Herberta?” Piękna to i jakoś trafna figura, jednakże tak złożony i pełen paradoksów los, jaki przypadł w udziale Annie Walentynowicz, nie mógłby zostać wymyślony ani przez Herberta, ani Szekspira. „Baśń o ukraińskiej służącej, która została polską bohaterką narodową” niech starczy za pierwsze przybliżenie tej opowieści.

Podróż Janusza i Piotra

w rodzinne strony Anny.
W swej podróży na Ukrainę, do położonej w pobliżu Równego wsi Sadowe syn Anny Janusz i Piotr - wnuk - znaleźli się nagle w całkiem odmiennym od współczesnej Polski świecie ukraińskiej wsi. Nad grobem matki Priski Lubczyk Olga wykrzykuje: „Boże, mamo gdybyś ty wiedziała, że przyszedł twój wnuk i prawnuk!”

Anna Wolność

Pośmiertna epopeja
17 września 2012 r. dokonano ekshumacji ciała znajdującego się w grobie AW. Podczas ekshumacji cmentarz otoczony był szczelnie wojskiem i policją i nie wpuszczono na jego teren ekipy Sanepidu. Janusz i Piotr, ku swej zgrozie, przekonali się, że w tym dobrze zachowanym podczas moskiewskiej identyfikacji ciele, w tej chwili… brak głowy.
Anna
Walentynowicz

Po latach, pytana, skąd czerpie siłę do swej niezmożonej aktywności, pomimo szykan, wieku i złego stanu zdrowia, Bohaterka odpowiedziała: „Ja w 66 roku przechodzę operację, jestem po kuracji onkologicznej. Lekarze rokowali mi w najlepszym razie 5 lat życia. Pod warunkiem, że będę prowadziła bardzo oszczędzający tryb życia, nie wolno mi w ogóle pracować, nie wolno mi przede wszystkim się denerwować. I ten okres pięcioletni został dotrzymany. Wyrok jednak dotknął mojego męża – w tym czasie umiera, z powodu tej samej choroby. I ja go nie uratowałam [wzruszenie]. On mnie wyrwał z ramion śmierci, ja jemu nie mogłam pomóc. Ale potem sobie tłumaczyłam, że darując mi życie i obdarzając zdrowiem, Bóg powiedział mi, że powinnam coś uczynić, powinnam zrobić użytek z tego życia, nie zmarnować go. I bardzo często zadaje sobie pytanie i nie znajduję odpowiedzi – czy to, co robię, to jest to, co powinnam zrobić, czy tak powinnam wykorzystać darowane życie? […] Nie załamuję się, bo upadać, to znaczy powstawać i iść do przodu, i kiedy nie mam siły, kiedy u kresu sił padam, to sobie przypominam powiedzenie, nawet nie wiem, gdzie przeczytane czy zasłyszane: „Trzeba iść jak żołnierz, bo żołnierz idzie tyle, ile może, a potem jeszcze tyle, ile trzeba”.

CREDO

„Po operacji kręgosłupa było straszne cierpienie. Nie dostałam żadnego środka znieczulającego. Byłam bezradna, nie mogłam nawet ręki wyciągnąć, żeby sięgnąć po różaniec, zaczęłam odmawiać różaniec na palcach, mając przed oczami moment biczowania Pana Jezusa i sobie tak tłumaczyłam: „Jezu, tak cierpiałeś niewinnie, daj mi siłę znieść moje cierpienie, znieść ten ból, wytrzymać”. I w miarę odmawiania różańca ten ból ze mnie schodzi, gdyby to obrazowo określić, miałam wrażenie, że cała moja osoba przytłoczona jest jakimś wielkim ciężarem i w momencie odmawiania różańca, ten ból schodził. Najpierw głowę czułam wolną, przestała mnie boleć, potem ramiona są wolne, przestają mnie boleć. Mało tego, ja czuję, że te części ciała zasypiają, a ja ciągle odmawiam różaniec i kiedy skończyła trzecią część różańca, to tak jak kołdrę się ściąga z człowieka, tak ten ból przechodził i kiedy czuję, że ze stóp zsunął się ten ciężar, ja zasypiam. Nie wiem, jak długo spałam. Budzę się i boję się otworzyć oczy, że może ten ból wrócić, boję się ruszyć. Przychodzi pielęgniarka, żeby mnie obrócić, ja ją proszę, żeby mnie nie dotykała, ona odchodzi, a co dwie godziny przychodziła odwracać, czyli za dwie godziny przyszła po raz drugi i znowu poprosiłam, żeby mnie nie dotykać. I ten ból już nie wrócił. Nie wiem – świadomość cierpienia Pana Jezusa i moja modlitwa przyniosły mi ukojenie.

MODLITWA
LOSY ANNY WALENTYNOWICZ
Jacek Suchecki
Anna Walentynowicz (z. d. Lubczyk) urodziła się 15 sierpnia 1929 roku w ubogiej polskiej rodzinie w Równem. 10 lat później, w 1939 spotkała ją życiowa katastrofa. Ojciec zginął w kampanii wrześniowej, na wieść o czym matka zmarła na zawał serca, zaś starszy brat został aresztowany przez wkraczających sowietów i zaginął bez wieści (na zawsze). Całkowicie osierocona, 10-letnia dziewczynka zostaje przyjęta do rodziny okolicznych posiadaczy ziemskich. W powyższej, obowiązującej jeszcze kilka lat temu wersji początku życiorysu AW prawdziwe jest tylko miejsce i data urodzenia (zauważmy – data miesięczna to Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, rocznica Cudu nad Wisłą a obecnie Święto Wojska Polskiego. I jeszcze w wigilię jej urodzin w 1980 roku wybuchł strajk w gdańskiej stoczni) oraz druga część ostatniego zdania. W rzeczywistości rodzice Anny, Pryska i Nazar Lubczykowie byli Ukraińcami wyznania baptystycznego. W 1937 roku zmarła jej matka. Po trzech latach ojciec ożenił się ponownie z Marią Ozarczuk. Zależnie od relacji najwcześniej w 1938, najpóźniej w 1941 roku, z powodu biedy, Anna została oddana na służbę do ziemiańskiej rodziny Teleśnickich. Ci, wraz z Anną, w 1943 roku, w obawie przed rozpoczętą w lutym wyjeżdżają do Generalnej Guberni. Mówią dziewczynce, że cała jej rodzina została wymordowana w pacyfikacji wsi przez Niemców; w rzeczywistości ofiarą pacyfikacji padła sąsiednia wieś.
Anna "WOLNOŚĆ" Walentynowicz Rozbłyski
Rozsadzanie systemu
Rok 1970 - gdzie jest snajper, zastrzelić "tę babę"
Rok 1970 - gdzie jest snajper, zastrzelić "tę babę"
Anna przejęła megafon od jednego z organizatorów strajku i z bramy przemówiła do czołgistów. Apelowała, by nie wierzyli, że stocznię opanowali Niemcy. Opanowali ją robotnicy strajkujący o poprawę warunków pracy, także dla nich, jako dla przyszłych pracowników. Jej przemowę usłyszał wizytujący oddział czołgowy wiceminister spraw wewnętrznych, Franciszek Szlachcic. Tak się rozsierdził, że spytał dowódcą oddziału, czy nie mają w składzie strzelców wyborowych, żeby zastrzelić „tę babę”. Nie były to czcze pogróżki – tego dnia po południu wojsko otworzyło ogień do robotników wychodzących ze stoczni, zabijając dwóch i jedenastu raniąc. Z okien stoczniowego szpitala wywieszono białe prześcieradła , na których krwią zamordowanych nakreślono czerwone krzyże…
1970
Walka z systemem
Walka z systemem
Anna zaznawszy pomocy ze strony Ligi Kobiet, staje się aktywistką tej organizacji. Jej pasja i wrażliwość na krzywdę i niesprawiedliwość szybko rozsadza ramy tej fasadowej organizacji, posuwa się do krytykowania decyzji kierownictwa zakładu i organizacji partyjnej. Przedstawiciele Systemu instynktownie wyczuwają, że pojawił się ktoś dla Systemu niebezpieczny. Następują pierwsze nękania przez UB, wezwania na „rozmowy”, a w roku 1953, w apogeum stalinizmu, zainteresowanie Urzędu nie wróży nic dobrego.
1952
Mleko i kwiaty - zagrożenia dla socjalistycznej organizacji pracy
Mleko i kwiaty - zagrożenia dla socjalistycznej organizacji pracy
Dziennie pracy dla suwnicowej starczało na 4 godziny, a ona chciała pożytecznie wykorzystać pozostający czas, najpierw więc wpadła na pomysł, aby bezpośrednio na wydział przywozić mleko, tak by jego pracownicy nie musieli po nie stać w kilometrowej kolejce ogólnozakładowej, potem przywoziła na wydział także zupę. Zabroniono jej tego, uznając, że z jakichś ciemnych powodów próbuje się w ten sposób wkraść w łaski robotników. Potem skopała pas ziemi między halą a chodnikiem i zasadziła na nim kwiaty. Gdy zakwitły, kierownik wydziału wpadł w panikę – uznał, Anna „swoją działalnością w sposób bezczelny ujawnia złą organizację pracy”. Kwiaty zostały rozjechane przez wózki towarowe.
1968
Anna Walentynowicz u Jerzego Zalewskiego w audycji "Pod Prąd"
Powstanie Warszawskie rocznica, PKN Orlen
Dla Ani „Solidarność” była świętością – czymś dużo ważniejszym niż organizacją zawodową i ruchem społecznym – była jej dzieckiem. Bardzo przeżywała to, co stało się z „Solidarnością” po 1989 roku. Mówiła: fałszywa Solidarność, neo-Solidarność, łże-Solidarność. Do końca życia wierzyła, że ta prawdziwa jeszcze powróci.
Antoni Macierewicz
To nie był przypadek, że osoba Ani Walentynowicz stała się powodem rozpoczęcia strajku. Ania nie była zwykłym, szeregowym pracownikiem stoczni, o którego upomnieli się koledzy. Była znaczącym działaczem opozycji demokratycznej i bardzo ważnym członkiem Wolnych Związków Zawodowych (WZZ). W każdej sytuacji znajdowała odpowiednie słowa, żeby przemówić, niezależnie – czy stawała wobec głowy państwa, czy wśród kolegów na hali.
Andrzej Gwiazda
Anna Walentynowicz, autentyczna matka „Solidarności”, była niemiłosiernie opluwana i atakowana, w tym zwłaszcza przez środowiska związanie z Lechem Wałęsą i obecną partią władzy. To niszczenie tak zasłużonej, a zarazem tak skromnej kobiety jest jedną z ciemniejszych plam na sumieniu polskiego establishmentu.
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski